Za każdą nieproszoną radą idzie szansa zignorowania jej – o sztuce „nieradzenia”

Przestrzeń kobiecego wsparcia

Za każdą nieproszoną radą idzie szansa zignorowania jej – o sztuce „nieradzenia”

jak nie dawać rad czułe uziemienie

Gdzieś pomiędzy dobrą intencją, a własną agendą znajduje się bardzo subtelna granica. Przekraczanie jej stanowi jedną z najczęstszych relacyjnych przewinień. Są sposoby by tej szkodliwej praktyki zaprzestać – w obie strony.

Jest co najmniej kilka naukowo wytłumaczalnych powodów dlaczego tak naturalnie idzie nam udzielanie rad innym. Od budowania relacji, troski o innych (motywacja prospołeczna) poprzez poczucie użyteczności, kompetencji („mam coś wartościowego do zaoferowania”) aż do próby odzyskania kontroli („nie wiem jak pomóc i zazwyczaj nie wiem jak pomóc sobie, ale danie rady komuś sprawi, że choć trochę sobie ulżę”).

Nie mówimy tu o ciotkach i wujach, którzy wiedzą najlepiej. Mówimy o relacjach najbliższych, w których obserwacja bliskich triggeruje nasze własne bóle, lęki i niewyrażoną złość. Patrzysz na związek przyjaciółki (piąty z rzędu ten sam schemat) i myślisz, że jak jej powiesz „rzuć tego frajera” to ją uratujesz. Albo z uporem maniaka, powtarzasz partnerowi, własne rozwiązania na jego codzienne powtórki z rozrywki. Wiesz dokładnie co powinna zrobić Twoja prawie dorosła córka, żeby nie popełnić Twoich błędów. Jesteś w stanie skrupulatnie wyliczyć jak powinni postąpić twoi sąsiedzi, współpracownicy, ex-partnerzy, czego unikać, co przyciągać, itd. A wszystkie te dobre rady najczęściej zaczynają się od „a ja to bym”, „Powinnaś”, „Nie możesz tak”. Balon się dmucha i napina – aż trafisz na osobę, która cię po prostu zignoruje albo odetnie. 

Jest taka złota zasada – przyjrzyj się dokładnie osobie, która Ci radzi. Czy jej radykalizm nie wynika z własnych ran, czy jest szczęśliwa, czy robi to, w czym się prawdziwie spełnia. Może uczucie bycia w świetle jest ci, z jakichś powodów potrzebne – w końcu, ktoś głęboko się emocjonuje twoją sytuacją, jesteś w centrum – ale, zamiast ograniczać pole widzenia na oświetloną ciebie, zobacz raczej,  k t o  świeci.

Każda z nas była lub bywa po obydwu stronach. Radzimy i dajemy sobie doradzać, nawet jeśli do końca wcale nam się to nie podoba. Jeśli relacja przyjacielska latami budowała się na kanwie wzajemnych porad to trudno jest nagle postawić granice. Program definiowania przyjaźni poprzez skalę rad prosto z serca będzie prowadził narrację po utartych ścieżkach. Jak więc nie zrywając przyjaźni przetrzeć nowe szlaki?

Prawda jest taka, ze większość z nas, tak naprawdę, nie potrzebuje rad – tylko wysłuchania. Usłyszenia swojego głosu. Bo jak często słyszymy swój głos? Może se wydawać, że świadomość własnych myśli daje obraz tego, co czujemy, ale myśli zazwyczaj są chaotyczne, nieoddzielone. Dopiero kiedy zaczynamy mówić coś na głos, myśli nabierają kształtu. Twoja barwa głosu, ton, słowa, których użyjesz – stworzą, w pewnym sensie nową rzeczywistość. Mówi się, że słowa nie mogą przejść przez gardło, a jak już przejdą to często odczuwamy ulgę. W naszym gardle znajduje się specyficzna brama i jeśli tylko stworzymy sobie przestrzeń do używania jej – możemy pomóc sobie sami. Mało kto mówi do siebie, więc zazwyczaj wydarza się to w bliskich relacjach. I uwaga, danie przestrzeni drugiemu człowiekowi na swobodną ekspresję to już bardzo dużo! Jeśli nie przerywasz, nie filtrujesz przez siebie, nie czekasz na swoją kolejkę i nie formułujesz w trakcie słuchania zgrabnej odpowiedzi, ale naprawdę, naprawdę słuchasz to zadziewa się magia. Taka relacja jest głęboko wspierająca, bo nie zakłada, że ktoś wie od ciebie mniej, albo ze potrzebuje pomocy. Dajesz sygnał, że szczerze tą osobę szanujesz i wierzysz w jej wewnętrzną mądrość.

Kiedy po latach przyzwyczajeń zaczynasz to robić po raz pierwszy możesz spotkać się z niezrozumieniem, albo oskarżeniem, że się nie angażujesz. Wiele z nas wciąż nosi w sobie poranione wzorce ofiary. Niektórzy wręcz potrafią z energii dramatu czerpać emocjonalne bezpieczeństwo. Może to też być o tobie. Funkcjonujemy po obydwu stronach lustra, więc w relacji często odbijamy samych siebie. Jak dobrze jest  uwolnić się od ciężaru cioci dobrej rady wiedzą te, które przez długi czas funkcjonowały, jako pogotowie ratunkowe. Jeśli bywa na odwrót – to ty – oddajesz w cudze ręce najważniejsze decyzje zauważenie tej części siebie pewnie zajmie trochę więcej czasu, ale jest absolutnie możliwe i niezwykle uwalniające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *